Przejdź do treści
9 min czytaniaFounder Diary

Dlaczego założyłem piosenka.ai — historia z Elbląga

Autor: Bartosz Jankowski

Pierwszy raz zobaczyłem ciarki na czyjejś skórze, kiedy zrobiłem piosenkę znajomym.

Było lato 2024. Pawła i Aśki rocznica — pięć lat razem. Zamiast butelki wina i kartki, której nikt by nie pamiętał za miesiąc, postanowiłem zrobić im piosenkę. Wpisałem do AI ich historię — jak się poznali w Elblągu, jakie mają wspólne żarty, gdzie pojechali na pierwszy wspólny wyjazd. Po kilkudziesięciu minutach miałem trzyminutowy utwór z ich imionami w refrenie.

Wręczyłem im plik na pendrivie. Aśka włączyła go w aucie, kiedy wracaliśmy z grilla.

A potem była ta cisza.

Nie cisza brak-słów. Cisza-bo-słowa-się-skończyły. Aśka patrzyła w okno, łzy szły bez wyrazu, Paweł trzymał ją za rękę. Trzy minuty piosenki. Trzy kilometry drogi. I nikt z nas trojga się nie odezwał.

Kiedy się skończyła, Aśka powiedziała tylko: „Bartek, to musi być dla innych ludzi też."

Tego wieczora wróciłem do domu w Elblągu i zacząłem pisać założycielski dokument firmy, która później dostała nazwę piosenka.ai.

Nie wiedziałem wtedy, że za niespełna dwa lata stworzymy ponad 4 250 piosenek dla polskich rodzin. Nie wiedziałem, że co siódma będzie dla Mamy. Nie wiedziałem, że najgłębsza lekcja nie będzie technologiczna — tylko ludzka.

Ten artykuł jest o tym, dlaczego to zacząłem. Co odkryłem po drodze. I co znaczy dla nas dzielenie się ciarkami.

Od pierwszej piosenki do decyzji o firmie

W ciągu tygodnia po tej cichej drodze z grilla zrobiłem dziesięć kolejnych piosenek — dla rodziny, dla kolegów z liceum, dla sąsiadki, która straciła męża rok wcześniej. Każda reakcja była inna. Ale jedna rzecz powtarzała się we wszystkich: najpierw było zaskoczenie, potem cisza, potem łzy lub śmiech, czasem oba naraz.

To była rzecz, której nie zobaczyłem ani przy butelce wina, ani przy biżuterii, ani przy bonie do SPA. Coś inaczej działało.

Spędziłem dwa tygodnie czytając wszystko, co znalazłem o muzyce generatywnej. AI w tamtym czasie potrafiło już komponować melodie — ale brzmiało jak amerykańskie demo z YouTube. Polski wokal? Generyczny, drewniany, akcent obcokrajowca. Polski tekst? Anglosaski rytm, ABAB na sztywno, brak rymów wewnętrznych. Słychać było, że AI „przetłumaczyło" angielski songwriting na polski — i to brzmiało jak google translate w postaci piosenki.

Wtedy zrozumiałem dwie rzeczy.

Pierwsza: rynek polski potrzebuje polskiego brzmienia. Nie amerykańskiego. Nie europejskiego. Polskiego — z naszą gramatyką, naszymi sylabami, naszymi figurami poetyckimi (trzynastozgłoskowiec, oktosylab, rymy aabb). Polska Mama nie wzruszy się piosenką w angielskim wokalu. Polska Mama wzruszy się, kiedy usłyszy swoje imię wymówione przez polski głos.

Druga: czas dostarczenia musi być krótki. Nie siedem dni. Nie 48 godzin. Piętnaście do trzydziestu minut. Bo prezent na Dzień Matki kupowany jest często w przededniu. Bo urodziny zaskakują. Bo wzruszenie traci moc, jeśli musisz czekać tydzień.

Tak narodziła się piosenka.ai. JDG w Elblągu, NIP 5782958026, jeden komputer, jedna obsesja: polski wokal, 15-30 minut, prezent zamiast oferty.

Pierwszy prawdziwy klient — córka dla Mamy z Krakowa

Pierwsza prawdziwa transakcja — nie znajomi, nie rodzina — przyszła w sierpniu 2024.

Pani Ola z Krakowa zamówiła piosenkę dla swojej Mamy. Brief miała krótki: „Mama ma 68 lat, jest cudowna, wychowała mnie sama po śmierci taty. Chciałabym żeby coś dostała na urodziny."

To było za mało. Zadzwoniłem do niej osobiście (tak — w pierwszym tygodniu robiłem to sam). Pytałem o konkrety. Czego Mama słuchała, kiedy Ola była mała? Anny German. Jak ją wołała? „Olunia, słoneczko". Co Mama zawsze powtarzała? „Wszystko będzie dobrze, słońce moje". Co Ola chce, żeby Mama poczuła, słuchając piosenki? „Że wiem, ile mnie to kosztowało dla niej."

Te szczegóły zmieniły wszystko. Piosenka była w stylu Anny German, ballada spokojna, polski wokal kobiecy. Refren zawierał słowa Mamy. Wers mówił o pożegnaniu taty, o latach kiedy były dwie. Piosenka miała trzy minuty.

Tydzień później Ola napisała: „Mama słuchała trzy razy pod rząd. Płakała. Powiedziała, że to najpiękniejszy prezent, jaki w życiu dostała. Dziękuję."

Z tego pierwszego klienta nauczyłem się dwóch rzeczy fundamentalnych:

  1. Konkrety > generalności. Brief „Mama jest cudowna" daje generyczną piosenkę. Brief „Mama wołała mnie słońce moje" daje ich piosenkę. Później napisałem o tym osobny przewodnik — jak opisać wspomnienia, żeby piosenka miała duszę.
  2. Polski wokal jest święty. Próbowałem w pierwszych tygodniach wokali międzynarodowych — szybsze, czasem ładniej brzmiące. Klienci odrzucali emocjonalnie. Polska Mama słucha polskim uchem. Koniec dyskusji.

Co odkryłem po 4 250+ zamówieniach

Od sierpnia 2024 do dziś — ponad 4 250 piosenek. Wzruszające w tym to nie liczba. Wzruszające są wzorce, które zauważyłem.

Wzorzec pierwszy: większość piosenek jest dla Mamy

Najczęściej zamawia się piosenki dla Mamy. To było pewne zaskoczenie — myślałem, że rocznice par i urodziny dziadków będą równie duże. Nie są. Mama dominuje. Najsilniejsze święto biznesu to Dzień Matki, ale i tak co tydzień, w środy i czwartki, ktoś zamawia piosenkę dla Mamy „tak po prostu, bo zasłużyła".

Wzorzec drugi: synowie zamawiają częściej, niż się spodziewałem

Założyłem, że będą głównie córki — kobiety statystycznie częściej pamiętają o emocjonalnych prezentach. Ale synowie zamawiają częściej, niż mogłem się spodziewać. To są męskie, dorosłe pokolenia 28-45, które nie potrafią powiedzieć Mamie „kocham cię" — ale potrafią podarować jej piosenkę, która to mówi za nich.

Wzorzec trzeci: brief, który powtarza się najczęściej

„Moja Mama nigdy nie miała piosenki o sobie."

Zauważyłem to po pierwszych stu zamówieniach. Ten zwrot pojawiał się dziesiątki razy, w różnych wariantach. „Moja Mama słucha radio 40 lat, ale żadna piosenka nie jest o niej." „Tata mówił, że Mama powinna mieć swój hit — nigdy nie było okazji." „Mama nigdy nie usłyszała swojego imienia w refrenie."

To jest insight, którego nie zobaczyłem w żadnym badaniu rynku. Polska Mama nie potrzebuje kolejnego krzaczka, kolejnego perfum, kolejnej bluzki. Potrzebuje, żeby ktoś o niej napisał piosenkę. A jak nikt jej napisać nie umie — to syn lub córka mogą dać AI swoje wspomnienia, a my zrobimy resztę.

Wzorzec czwarty: cisza w aucie się powtarza

Klienci często piszą po tygodniu — opisują reakcję. „Włączyła w samochodzie." „Słuchała trzy razy pod rząd." „Cisza, łzy, potem śmiech, potem znowu cisza." „Zadzwoniła do siostry, żeby też posłuchała."

Cisza w aucie. Cisza w kuchni. Cisza na werandzie. To jest uniwersalny moment — nie reakcja głośna, reakcja niema. Bo wzruszenie nie krzyczy. Wzruszenie milknie.

Trzy piosenki, które zostały ze mną — różne okazje, ta sama cisza

Mama dominuje statystyki, ale to nie znaczy, że tylko Mama wzrusza. Spomiędzy ponad czterech tysięcy zamówień są historie, które wracają do mnie wieczorami, kiedy zamykam komputer. Trzy z nich opowiem — bo każda pokazuje coś innego o tym, co naprawdę robimy.

Para z Wrocławia — pierwszy taniec, jazz akustyczny

Narzeczeni zamówili piosenkę na pierwszy taniec na własnym weselu. Brief: jazz akustyczny, ich imiona w refrenie, intro na samej gitarze, miękki kobiecy wokal. Opowiedzieli mi, jak się poznali w kawiarni przy Świdnickiej, jak kupili razem pierwszego psa, jak ona zostawiała mu karteczki w kieszeni płaszcza. Pan młody później napisał, że DJ pytał, skąd ten utwór — bo goście podchodzili po pierwszym tańcu i pytali, czyje to wykonanie. Nie wiedzieli, że to jest piosenka tylko ich. Powiedział, że tańczyli wolniej, niż próbowali — bo tekst opowiadał ich historię, a oni słuchali słów zamiast liczyć kroki.

Firma z Poznania — piosenka powitalna dla nowego pracownika

To było moje pierwsze zamówienie B2B i przyznam, że mnie zaskoczyło. Firma technologiczna z Poznania chciała piosenki powitalnej dla nowego programisty — w stylu disco polo, z humorem, z jego pasjami (rower, piwo rzemieślnicze, koty), z imionami przyszłych koleżanek z biura w wersie. Mieli puścić mu ją w głośnikach pierwszego dnia pracy, zamiast standardowego powitania.

Brief był nietypowy — pisała go HR-owa, która powiedziała: „Chcemy, żeby zapamiętał ten pierwszy dzień. Żeby wiedział, że tu jest miejsce, gdzie ludzie się starają." Po dwóch tygodniach napisała znowu — z prośbą o trzy kolejne piosenki dla kolejnych onboardingów. Disco polo jako narzędzie HR. Nie szukałbym tego case'u na żadnej konferencji marketingowej.

Syn z Londynu — piosenka dla taty na Dzień Ojca, rock

Polak mieszkający od ośmiu lat w UK zamówił piosenkę dla taty w małym mieście pod Lublinem. Tata kochał Lady Pank, Maanam, polski rock lat 80-tych. Brief miał szczegóły, których normalnie nie dostaję — jakimi pieśniami tata chodził pijany ze ślubu siostry, jak nauczył syna pierwszych akordów na gitarze klasycznej, jak obaj zawsze rozmawiali przez muzykę, nie przez słowa.

Piosenka wyszła rockowa, gitary elektryczne, męski wokal w polskim charakterystycznym timbre. Trzy zwrotki o relacji ojciec-syn, której nigdy nie nazwali słowem „kocham". Tydzień później syn napisał mi z Londynu: „Tata słuchał trzy razy z rzędu. Zadzwonił później wieczorem i powiedział tylko »dziękuję, synu«. Nigdy nam nie było łatwo o słowa. Teraz mamy piosenkę."

Trzy okazje. Trzy gatunki. Trzy zupełnie różne briefe. Jedna i ta sama cisza po tym, jak piosenka się skończyła.

Ciarki jako filozofia — nasza Hierarchia Zero

W naszej firmie mamy zasadę, którą nazywamy Hierarchią Zero. Brzmi tak:

Ciarki > Jakość > Dostępność > Przetrwanie > Wzrost > Doskonałość.

Czytam to powoli. Ciarki są na pierwszym miejscu. Przed jakością. Przed dostępnością. Przed nawet samym przetrwaniem firmy.

Zasada Zero pyta przy każdej decyzji — i naprawdę przy każdej, od ceny po dobór czcionki na stronie:

„Czy to da komuś ciarki na ciele?"

Jeśli odpowiedź brzmi „nie" — nie robimy. Nawet jeśli to taniej. Nawet jeśli to szybciej. Nawet jeśli wszyscy konkurenci tak robią.

Kiedy mówię, że dzielimy się ciarkami — to nie jest marketing. To jest dosłownie nasza misja. Pierwszy raz zobaczyłem ciarki na rękach Aśki, w aucie wracającym z grilla. Chcę, żeby każdy polski klient zobaczył ten moment — w kimś, kogo kocha, kogo chce wzruszyć, komu chce powiedzieć „pamiętam o tobie".

Hybrydowy model, który dziś stosujemy — AI tworzy brzmienie, polski autor pisze tekst — jest dla mnie szczerze najbardziej szanującą formą tej misji. AI nie zastępuje serca. AI amplifikuje serce. Klient daje wspomnienie. My zamieniamy je w piosenkę. Mama dostaje. Cisza w aucie. Ciarki.

To jest cała filozofia. Reszta to wykonanie. Jeśli chcesz wgłębić się, jak AI faktycznie tworzy te piosenki — napisałem osobny tekst: co to jest AI piosenka — pełen przewodnik.

Gdzie idziemy — wizja na najbliższe lata

Pisząc ten artykuł w maju 2026, mam dwie ambicje na najbliższe lata.

Pierwsza: zostać najlepszą polską usługą personalizowanej piosenki. Nie największą w Europie, nie zagranicznym konkurentem dla Songfinch. Polski rynek najpierw — bo polskie ucho, polska Mama, polskie emocje to coś, czego nikt inny nie zrobi tak dobrze, jak my. Mamy 24 gatunki, polski wokal studyjnej jakości, 15-30 minut realizacji, ceny od 59 PLN (Klasyk) do 81 PLN (Pełnia z teledyskiem). Następne miesiące to dalsze polerowanie tego, co już działa.

Druga: polska diaspora. Pół miliona Polaków w UK, kolejne setki tysięcy w Irlandii, Niemczech, Norwegii. Wszyscy oni mają Mamę w Polsce. Wszyscy chcieliby dać jej coś osobistego. Ale prezent przez kuriera spóźnia się, kwiaty więdną, biżuteria nie wzrusza tak, jak chciałbyś. Piosenka leci e-mailem. Mama w Krakowie dostaje piosenkę od syna z Londynu w 30 minut. To jest niewykorzystana nisza, którą widzimy z naszej skrzynki kontaktowej — coraz częściej.

Etyka AI w muzyce — to też temat, który nas obchodzi. Nie chcemy zastąpić muzyków. Nie chcemy zbudować fabryki bezdusznych nut. Każdy z 24 gatunków, które oferujemy, ma swojego kuratora gatunkowego w naszym zespole — człowieka, który dba, żeby disco polo brzmiało jak disco polo, jazz jak jazz, ballada rockowa jak ballada rockowa. AI to narzędzie. Człowiek to filtr.

Jestem Bartosz Jankowski. Mieszkam w Elblągu. Prowadzę firmę, którą założyłem po jednej cichej drodze z grilla. Każdą uwagę, każdą reklamację, każdą sugestię czytam osobiście — możesz mi napisać na kontakt@piosenka.ai i odpowiem.

A jeśli masz w głowie kogoś, kto nigdy nie miał piosenki o sobie — Mamę, partnera, przyjaciela, dziecko — to zrób im jedną teraz.

Ponad 4 250 polskich klientów już zobaczyło, jak to wygląda. Cisza w aucie. Łzy bez słów. Trzy minuty piosenki, które zostają na zawsze.

To jest sens tego, co robimy. Dzielimy się ciarkami.

Zamów piosenkę dla bliskiej osoby — od 59 zł →

Powiązane artykuły

Stwórz piosenkę pełną emocji

Od 59 zł · gotowa w 15 min. Bez wychodzenia z domu, od 59 zł.

Stwórz piosenkę 🎵