Przejdź do treści
10 min czytaniaFounder Diary

Pierwszy rok piosenka.ai — czego nauczyło mnie 4 250 zamówień

Autor: Bartosz Jankowski

Kilka tygodni temu wracałem autem tą samą drogą spod Elbląga, na której rok wcześniej wszystko się zaczęło. Ta sama szosa, ten sam zmierzch. Tylko że rok temu jechałem z grilla z jedną piosenką w telefonie i głupią nadzieją, że może komuś jeszcze zrobi to, co zrobiło mojej znajomej. A teraz jechałem i liczyłem w głowie: cztery tysiące dwieście pięćdziesiąt. Tyle razy ktoś w Polsce — i coraz częściej daleko poza nią — usłyszał piosenkę, która istnieje tylko dla niego. Zatrzymałem się na chwilę na tym samym poboczu. Nie dlatego, że coś się zepsuło. Dlatego, że chciałem to poczuć.

Po ponad 4 250 piosenkach wiem o polskich rodzinach rzeczy, których nie nauczyłbym się z żadnego badania rynku. Wiem, że ponad połowa piosenek powstaje z miłości — dla żony, męża, partnerki — a zaraz za nimi jest Mama: osoba, dla której dorosłe dzieci zamawiają najczęściej. Wiem, że synowie robią to częściej, niż się spodziewałem — dorośli mężczyźni, którzy nie umieją powiedzieć „kocham", ale potrafią podarować piosenkę, która mówi to za nich. Wiem, że najlepsze briefy nie mówią „Mama jest cudowna", tylko „Mama wołała mnie słońce moje" — bo konkret, a nie technologia, jest sercem piosenki. Wiem, że cena prawie nigdy nie jest powodem, dla którego ktoś rezygnuje — powodem jest brak wiary, że to naprawdę wzruszy. I wiem, że po każdej dobrej piosence przychodzi to samo: cisza. Nie cisza brak-słów, tylko cisza-bo-słowa-się-skończyły. Ten artykuł to podsumowanie pierwszego roku piosenka.ai — nie liczb, tylko siedmiu lekcji, które te liczby mi dały, spisanych tak, jak je pamiętam, bez upiększania.

Założyłem piosenka.ai po jednej cichej drodze z grilla — opisałem to w pierwszym wpisie, dlaczego założyłem piosenka.ai, historia z Elbląga. Wtedy miałem jeden komputer, jedną obsesję i zero pojęcia o tym, czego nauczy mnie rynek. Dziś, po ponad czterech tysiącach zamówień, wiem więcej. Niektóre lekcje były miłe. Niektóre kosztowały mnie sen.

Lekcja pierwsza: konkret jest sercem, nie technologia

Na początku myślałem, że buduję firmę technologiczną. Że klienta przekona prędkość, jakość brzmienia, liczba gatunków. Myliłem się. Klienta porusza jedno: czy w piosence słychać konkretnie jego osobę.

Brief „Mama jest wspaniała, kocham ją" daje piosenkę, która mogłaby być o każdej Mamie w Polsce. Brief „Mama co rano wołała mnie »słońce moje«, a kiedy odszedł tata, powtarzała »wszystko będzie dobrze«" daje piosenkę, która jest tylko o tej jednej. Różnica między tymi dwoma piosenkami to różnica między ładnym plikiem MP3 a łzami w aucie.

Dlatego najważniejszą rzeczą, jaką robimy, nie jest komponowanie. Jest wyciąganie konkretu. W pierwszych tygodniach dzwoniłem do klientów osobiście i pytałem: jak ją wołałeś jako dziecko? Co zawsze powtarzała? Czego słuchała? Co chcesz, żeby poczuła? Te pytania zostały z nami do dziś — przeniosłem je do formularza. Napisałem o tym osobny przewodnik: jak opisać wspomnienia, żeby piosenka miała duszę. Bo to nie my dajemy emocję. Emocję dajesz Ty. My ją tylko ubieramy w melodię.

Najlepsze briefy, jakie dostaję, są często najmniej „ładne". Ludzie zaczynają od ostrożnego, oficjalnego zdania — a potem, gdy poczują, że naprawdę słuchamy, dopisują rzecz, która zmienia wszystko: drobny przydomek, zdanie, które zmarły tata powtarzał przy stole, melodię, którą Mama nuciła przy zmywaniu. To te jedno-dwa zdania, których nikt nie umieściłby w opisie produktu, robią piosenkę osobistą. Z czasem przestałem prosić o „opis", a zacząłem prosić o wspomnienie. Różnica w wynikach była natychmiastowa.

Lekcja druga: polski wokal jest święty — i nie ma od tego odstępstwa

W pierwszych tygodniach próbowałem skrótów. Wokale międzynarodowe bywały szybsze, czasem nawet ładniej brzmiały technicznie. Raz wysłałem klientowi piosenkę z wokalem, który leciutko uciekał w obcy akcent — bo „przecież ładnie zaśpiewane". Klient odpisał uprzejmie, ale chłodno: „To nie brzmi jak dla mojej Mamy."

Miał rację. Polska Mama słucha polskim uchem. Słyszy, kiedy głos jest z innego świata, nawet jeśli nie umie tego nazwać. Akcent, którego AI domyślnie się uczy, jest angielski — bo na angielskim trenowano modele. Żeby polski wokal brzmiał jak polski wokal, trzeba go pilnować świadomie, na każdej piosence. Mój music director opisał tę walkę od kuchni w tekście jak komponujemy piosenkę w 30 minut — POLSKI_SYSTEM od kuchni.

Z tej lekcji wyszła zasada, której nie łamiemy: jeśli wokal nie brzmi po polsku, piosenka nie wychodzi. Nieważne, ile razy AI próbuje śpiewać po angielsku — a próbuje wciąż. Filtrem jest człowiek.

Lekcja trzecia: zamawiają ci, których się nie spodziewałem

Miałem w głowie obraz typowego klienta: kobieta, 30-40 lat, kupuje piosenkę dla Mamy lub partnera. Ten obraz okazał się tylko częścią prawdy.

Synowie zamawiają częściej, niż przewidywałem. Mężczyźni 28-45, którzy przez całe życie nie powiedzieli rodzicowi „kocham cię" prosto w oczy — ale potrafią dać piosenkę, która mówi to za nich. Jeden napisał mi po wszystkim z Londynu: „Tata zadzwonił wieczorem i powiedział tylko »dziękuję, synu«. Nigdy nam nie było łatwo o słowa. Teraz mamy piosenkę." Ta historia wraca do mnie najczęściej.

Drugie zaskoczenie: firmy. Pierwsze zamówienie B2B mnie zatkało — technologiczna firma chciała piosenki powitalnej dla nowego pracownika, w disco polo, z jego pasjami w wersie. HR-owa napisała: „Chcemy, żeby zapamiętał ten pierwszy dzień." Disco polo jako narzędzie HR. Nie znalazłbym tego case'u na żadnej konferencji marketingowej — znalazłem go w skrzynce kontaktowej.

Lekcja czwarta: jeden brief powtarza się jak refren

Po pierwszych stu zamówieniach zauważyłem zdanie, które wraca w dziesiątkach wariantów:

„Moja Mama nigdy nie miała piosenki o sobie."

„Słucha radia czterdzieści lat, ale żadna piosenka nie jest o niej." „Mama nigdy nie usłyszała swojego imienia w refrenie." To jest insight, którego nie znajdziesz w raporcie o rynku prezentów. Polska Mama nie potrzebuje kolejnego kubka, kolejnych perfum, kolejnej bluzki. Potrzebuje, żeby ktoś napisał o niej piosenkę. A skoro syn czy córka nie umieją sami — mogą dać nam wspomnienia, a resztę zrobimy my.

Ten jeden brief zdefiniował całą firmę bardziej niż jakakolwiek moja strategia. Przestałem sprzedawać „spersonalizowaną piosenkę". Zacząłem dawać ludziom sposób, żeby powiedzieć komuś bliskiemu: „jesteś warta własnej piosenki".

Lekcja piąta: prędkość to nie wygoda, to emocja

Z początku sądziłem, że 15-30 minut realizacji to kwestia komfortu — miło, że szybko. Z czasem zrozumiałem, że to coś głębszego.

Wzruszenie ma okno. Prezent na Dzień Matki kupuje się często w przeddzień. Urodziny zaskakują. Ktoś trafia do szpitala i nagle chcesz powiedzieć mu coś dziś, nie za tydzień. Gdyby piosenka szła siedem dni, połowa tych momentów by przepadła. Dlatego trzymamy się 15-30 minut nie dlatego, że to wygodne — dlatego, że emocja, na którą trzeba czekać tydzień, stygnie. Cały mechanizm, krok po kroku, rozpisaliśmy tu: piosenka AI — jak to działa, krok po kroku.

Lekcja szósta: cena nigdy nie była problemem — zaufanie było

Długo bałem się ceny. Ile to za dużo? Ile za mało? Testowałem, liczyłem, martwiłem się. A potem zobaczyłem coś, czego się nie spodziewałem: klienci prawie nigdy nie odpadali przez cenę. Odpadali, kiedy nie wierzyli, że to będzie naprawdę dobre.

Bo jak uwierzyć, że „piosenka z AI za 59 złotych" wzruszy Mamę do łez? Brzmi to zbyt tanio, zbyt łatwo, zbyt podejrzanie. Dlatego najważniejszą inwestycją okazały się nie reklamy, tylko dowód — możliwość posłuchania, jak naprawdę brzmią nasze piosenki, zanim zamówisz. Dziś każdy może odsłuchać setki przykładów na stronie dema audio, w 24 gatunkach. To jest, jak sądzę, jedna z największych rzeczy, jaką zbudowaliśmy w pierwszym roku — nie technologia, tylko możliwość przekonania się na własne ucho.

Lekcja siódma — ta najważniejsza: cisza wraca zawsze

Najczęstsza reakcja, którą opisują mi klienci po tygodniu, nie jest głośna. Nie ma okrzyków, nie ma fajerwerków. Jest cisza.

„Włączyła w aucie i się nie odzywała." „Słuchała trzy razy pod rząd." „Cisza, łzy, potem śmiech, potem znowu cisza." „Zadzwoniła do siostry, żeby też posłuchała."

Cisza w aucie. Cisza w kuchni. Cisza na werandzie. Pierwszy raz zobaczyłem ją na rękach znajomej, wracając z grilla pod Elblągiem. Teraz widzę ją w dziesiątkach maili tygodniowo. Bo wzruszenie nie krzyczy. Wzruszenie milknie. I to jest jedyna metryka, na której naprawdę mi zależy.

W naszej firmie mamy zasadę, którą nazywamy Hierarchią Zero:

Ciarki > Jakość > Dostępność > Przetrwanie > Wzrost > Doskonałość.

Przy każdej decyzji — od ceny po dobór czcionki — zadajemy jedno pytanie: „Czy to da komuś ciarki na ciele?" Po pierwszym roku wiem, że ta zasada nie jest naiwna. Jest najtrzeźwiejszą rzeczą, jaką zbudowałem. Bo wszystko inne — prędkość, cena, gatunki — to tylko narzędzia. Cel jest jeden: ta cisza.

Czego nauczyłem się o samym AI

Najczęstsze pytanie, jakie dostaję od ludzi spoza branży, brzmi: „Skoro to robi sztuczna inteligencja, to po co tam człowiek?" Po pierwszym roku mam na to mocną odpowiedź.

AI jest niesamowite w jednym: zamienia opis na brzmienie szybko i w wielu gatunkach. Ale AI nie wie, kiedy piosenka nie wzrusza. Nie czuje, że refren jest poprawny, ale zimny. Nie słyszy, że wokal leciutko ucieka w obcy akcent. Te rzeczy słyszy ucho — i dlatego każdej piosenki ktoś u nas słucha do końca, zanim trafi do klienta. Nie tabelka jakości. Człowiek z jednym pytaniem: „dałoby mi to ciarki, gdyby było o kimś, kogo kocham?"

Tak rozumiem nasz model: AI jest kręgosłupem, człowiek jest sercem. AI nie zastępuje emocji — amplifikuje ją. Ty dajesz wspomnienie, AI daje melodię, człowiek pilnuje, żeby z tych dwóch rzeczy wyszły ciarki, a nie ładny plik. Pierwszy rok utwierdził mnie, że to nie kompromis. To najuczciwszy sposób, żeby technologia służyła czemuś ludzkiemu.

Gdzie idziemy w drugim roku

Pierwszy rok nauczył mnie, czego nie zmieniać: polskiego wokalu, konkretu w briefie, krótkiego czasu, ucha człowieka na końcu. Drugi rok to przede wszystkim polerowanie tego, co już działa — żeby polskie ucho dostawało jeszcze lepszą piosenkę za te same 59-81 złotych.

Druga ambicja to polska diaspora. Z naszej skrzynki widzę coraz więcej zamówień od Polaków z UK, Irlandii, Niemiec, Norwegii. Wszyscy mają Mamę w kraju. Kwiaty więdną w transporcie, paczka spóźnia się na urodziny — a piosenka leci mailem. Mama w Krakowie dostaje piosenkę od syna z Londynu w pół godziny. To nisza, której nikt jeszcze dobrze nie obsłużył — napisałem o niej osobno: prezent na odległość.

A tamta droga spod Elbląga? Jeżdżę nią dalej. Tylko że teraz, kiedy mijam to pobocze, nie myślę o jednej piosence w telefonie. Myślę o czterech tysiącach cisz w autach, kuchniach i na werandach całej Polski — i o tym, że każda następna wciąż zaczyna się tak samo: ktoś siada, otwiera formularz i pisze pierwsze zdanie o kimś, kogo kocha.

Jestem Bartosz Jankowski. Mieszkam w Elblągu. Wciąż czytam osobiście każdą uwagę, każdą reklamację, każde podziękowanie — możesz napisać do mnie na kontakt@piosenka.ai. Po ponad 4 250 piosenkach jestem pewien jednej rzeczy bardziej niż na początku: w Polsce jest mnóstwo ludzi, którzy nigdy nie mieli piosenki o sobie — i mnóstwo bliskich, którzy chcieliby im taką dać.

Jeśli masz w głowie taką osobę — Mamę, partnera, Tatę, przyjaciela, dziecko — opowiedz nam jej historię. Resztę zrobimy my. A potem usłyszysz tę ciszę.

Zamów piosenkę dla bliskiej osoby — od 59 zł →

Powiązane artykuły

Stwórz piosenkę pełną emocji

Od 59 zł · gotowa w 15 min. Bez wychodzenia z domu, od 59 zł.

Stwórz piosenkę 🎵